Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
208 postów 1322 komentarze

Bibrus polski

Bibrus - ,, Wielki naród, jak już było gdzie indziej powiedziane, musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko..."

Plemnik a sprawa Polska.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czy grozi nam "Seksmisja"?

 

Po dość ciężkich tematach ostatnich miesięcy przychodzi czas na poruszenie fundamentalnej zasady:

-kto ma plemniki ten przetrwa.

Sprawa rosnącej bezpłodności społeczeństwa polskiego zdaje się daleko wykraczać poza jego granice.

Wiodoące ośrodki naukowo-badawcze informują o dramatycznym spadku ilości i jakości męskiego nasienia.

Proces jest postepujący i ogólnoświatowy, czyżby więc groziła nam "Seksmisja"?

W Polsce uruchomiono program zapłodnień "in vitro" jako lek na niepłodność.

Niestety techniczne aspekty tej metody, polegają między innymi, na zamrażaniu niewykorzystanych komórek nie gwarantując im przeżycia.

My katolicy preferujemy raczej metodę "napro-technologii" czym jest owa metoda?

"NaProTechnologia powstała 30 lat temu jako skrót od słów Natural Procreative Technology (Metoda naturalnej prokreacji). Jest metodą diagnozowania i leczenia niepłodności polegającą na prowadzeniu dokładnych obserwacji kobiecego organizmu i tworzeniu na tej podstawie indywidualnych wytycznych dla każdej pary. Opiera się na tzw. modelach płodności Creightona.
Jej wynalazca i prekursor, prof. Thomas Hilgers postawił tezę, iż większość przypadków niepłodności idiopatycznej (o niewyjaśnionym medycznie podłożu) to w istocie niezdiagnozowane przypadki całkowicie uleczalnej niepłodności. Wraz z prowadzeniem analizy fizjologicznych i biochemicznych procesów zachodzących w organizmie kobiety następuje rozpoznanie problemu.
Na tym etapie można zadecydować o włączeniu leczenia hormonalnego lub chirurgicznego oraz ustalić optymalny dla danej pary moment współżycia. Przeciętna długość cyklu metody NaPro (a więc pełnej diagnostyki) trwa 24 miesiące. Oczywiście wielu parom udaje się począć dziecko jeszcze przed upływem dwóch lat.

 

Naprotechnologia jest przy tym metodą w całości naturalną, bo opierającą się na codziennych obserwacjach śluzu, temperatury, samopoczucia itd., bezpieczną dla zdrowia pacjentki i dziecka, rzetelną diagnostycznie, przydatną również przy problemie poronień nawykowych i ciąż zagrożonych. Jest przy tym stosunkowo tania, a w każdym razie ok. trzykrotnie tańsza od In Vitro Fertilization (IVF).
Skoro przyszłość rysuje się tak jasno i wydaje się, iż ludzkość wynalazła cudowny lek na jedną ze społecznych chorób XXI wieku, jaką jest niepłodność, dlaczego rozważamy jeszcze refundację in vitro..."

 

 A czym jest metoda in-vitro?

 

"Zapłodnienie in vitro, zapłodnienie pozaustrojowe (ang. in vitro fertilization - IVF) - metoda zapłodnienia polegająca na doprowadzeniu do zapłodnienia komórki jajowej w warunkach laboratoryjnych, poza ciałem matki.

Stosuje się różne techniki, np. zapłodnienie pozaustrojowe komórki jajowej w płynie zawierającym plemniki, jednak standardem w technikach zapłodnienia in vitro jest metoda ICSI(intracytoplasmic sperm injection, docytoplazmatyczne podanie plemnika), polegająca na wprowadzeniu do komórki jajowej pojedynczego plemnika przy użyciu specjalnych igieł, mikromanipulatorów i mikroskopu. Obecnie oprócz metody ICSI stosuje się również nową metodę IMSI (intracytoplasmic morphologically selected sperm injection, docytoplazmatyczne podanie wyselekcjonowanych morfologicznie plemników), polegającą na selekcji komórek plemnikowych przed przystąpieniem do procedury zapłodnienia in vitro. Bez względu na metodę zapłodnienia, po kilku dniach hodowli zarodek umieszcza się w macicy. Obecnie na całym świecie techniki wspomaganego rozrodu starają się osiągnąć jak największą skuteczność w uzyskaniu nie tylko ciąż biologicznych ale też tzw. wskaźnika "take home baby". Najlepsze światowe kliniki uzyskują skuteczność w wysokości 30-40%. Podstawą opracowanej przez izraelską klinikę Meir Hospital pod kierownictwem prof. Bartoov metody IMSI (intracytoplasmic morphologically selected sperm injection) jest wykorzystanie mikroskopu optycznego z cyfrowym torem obrazowym, który pozwala oglądać plemniki na ekranie monitora w powiększeniu rzędu 6000 razy - wielokrotnie większym niż zwykle stosowane powiększenie około 400 razy. W Polsce metodę wdrożyli dr n.med. Krzysztof Grettka i dr n.med. Mariusz Kiecka.

Z metodami wspomaganego rozrodu człowieka wiąże się również możliwość diagnozowania chorób genetycznych zarodka przed jego podaniem do macicy, bądź badanie genetyczne komórki jajowej przed zapłodnieniem. Umożliwia to diagnostyka preimplantacyjna.

Pierwszego zapłodnienia in vitro człowieka w Polsce dokonał w 1987 r. prof. Marian Szamatowicz z Kliniki Ginekologii Akademii Medycznej w Białymstoku (obecnie Uniwersytet Medyczny w Białymstoku)".

 

Obie te metody mogą okazać się mało skuteczne jeżeli zabraknie plemników i zdrowych komórek jajowych.

Materiał poniżej:

"Wskaźnik płodności naszych pradziadków, wyrażany liczbą plemników na 1 ml, wynosił 60-120 mln i więcej. Obecnie, zgodnie z normą przyjętą przez Światową Organizację Zdrowia, jej dolna granica została obniżona do 15 mln plemników na 1 ml.

To zjawisko będzie postępowało, ponieważ chemizacja naszego życia jest już wszechobecna – ostrzega prof. Krzysztof L. Krzystyniak, biochemik, toksykolog i immunolog. – Co roku liczba plemników spada o 1,5%. W 2050 r. grozi nam wyginięcie samców. Aż w 60% przyczyną bezdzietności par jest niepłodność męska. Dzisiejszy 40-latek ma zaledwie jedną trzecią testosteronu, który miał mężczyzna w jego wieku 20 lat temu.

Prof. Krzysztof L. Krzystyniak – biochemik, toksykolog i immunolog

Rozmawia Mariola Marklowska-Dzierżak

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, już ok. 15% par na świecie ma problemy z płodnością i nie może się doczekać potomstwa. Co jest tego główną przyczyną?

– Na pewno jest nią degradacja środowiska i obecność w nim tzw. endokrynomimetyków, czyli pseudohormonów. W każdej naszej kuchni i łazience mamy mnogość plastików, różne ftalany, bisfenol, parabeny, etoksylaty itd. Są to substancje chemiczne o działaniu antyestrogennym lub antyandrogennym, które zaburzają m.in. bardzo skomplikowany mechanizm powstawania i dojrzewania plemników w jądrach mężczyzny. Okazuje się, że obecnie nawet 60% problemów z płodnością par może być po stronie mężczyzn, a nie kobiet. Dawniej, jeżeli do lekarza zgłaszały się pary bezdzietne, to aż w 98% przypadków niepłodność dotyczyła kobiet.

Jak widać, coś złego dzieje się z mężczyznami…

– Wskaźnik płodności naszych pradziadków, wyrażany liczbą plemników na 1 ml, wynosił 60-120 mln i więcej. Obecnie, zgodnie z normą przyjętą przez Światową Organizację Zdrowia, jej dolna granica została obniżona do 15 mln plemników na 1 ml. Przyzna pani, że różnica jest znaczna. Powiem więcej: na pewno będzie to postępowało, ponieważ zjawisko chemizacji naszego życia jest już wszechobecne.

W tym miejscu pozwolę sobie na pewną dygresję. Mało kto już dzisiaj pamięta, że ideą, która przyświecała GMO (genetycznej modyfikacji organizmów – przyp. red.), było zastąpienie metodami biologicznymi chemicznych pestycydów, używanych do ochrony roślin uprawnych, lasów, zbiorników wodnych, ale również zwierząt, ludzi i produktów żywnościowych przed szkodnikami – chwastami, grzybami, owadami, gryzoniami. Rośliny transgeniczne miały się rozwijać bez pomocy chemii.

Szkoda, że ta idea została zarzucona, do czego przyczyniło się powstanie lobby anty-GMO. Skutek jest taki, że nadal produkuje się dziesiątki tysięcy ton pestycydów rocznie. Przedostając się do środowiska – do gleby, wody, powietrza – na pewno nie służą zdrowiu reprodukcyjnemu człowieka. Osłabiona odporność, długotrwałe i bezobjawowe, oporne na antybiotyki infekcje bakteryjne układu rozrodczego mężczyzn i kobiet, spadek potencjału płodności – to właśnie skutki działania pestycydów i chemizacji środowiska. Zjawisko jest już tak powszechne, że na pewno nie unikniemy leczenia niepłodności ani wspomagania rozmnażania, m.in. za pomocą metody in vitro. A dylematy etyczne, wokół których toczy się burza medialna, absolutnie nie odpowiadają prawdzie.

Kłamstwa hierarchów

A jaka jest prawda? Przeciwnicy in vitro, w tym hierarchowie Kościoła katolickiego, bardzo często używają argumentu, że odsetek zaburzeń i wad genetycznych po in vitro jest znacznie wyższy niż po zapłodnieniu metodą naturalną. Ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier posunął się nawet do stwierdzenia, że dzieci z in vitro mają widoczną bruzdę na czole, charakterystyczną dla pewnego zespołu wad genetycznych.

– Uczciwość wymaga zacytowania naszego obecnego papieża Franciszka, który powiedział, że sprawy rozmnażania, rodzenia się człowieka to sprawy ludzkie, a nie Kościoła. Nie wiedzieć czemu, nikt w Polsce tych słów nie cytuje. Słuchałem niedawno w telewizji rzecznika diecezji warszawsko-praskiej, który powiedział dwie nieprawdy. Stwierdził, że 50% więcej dzieci z in vitro niż dzieci poczętych drogą naturalną ma wady i różne zniekształcenia. To manipulowanie danymi! Na świecie żyje już 5 mln dzieci urodzonych metodą wspomagania medycznego. W środowiskach wielkomiejskich np. w Danii jest już 6% „dzieci z probówki”. To ogromny materiał porównawczy, na podstawie którego można wyciągnąć wiarygodne wnioski.

Jeśli mówimy o zwiększonym odsetku problemów medycznych, to w tym wypadku mamy do czynienia z dwoma. Po pierwsze, istnieje – nieznacznie większe – prawdopodobieństwo, że synowie ojców mających problemy z płodnością również będą mieli takie problemy. Po prostu synowie dziedziczą problemy ograniczonej płodności ojców. Po drugie, na 90 tys. dzieci poczętych ze wspomaganiem medycznym było 165 przypadków mózgowego porażenia dziecięcego z powodu niedotlenienia, więcej niż u dzieci poczętych bez pomocy medycznej. Ogólnie uważa się, że ryzyko urodzenia dziecka z poważną wadą rozwojową wynosi 3%, u par z problemami płodności – 4,5%, ale wydaje się, że głównym powodem ryzyka jest sama niepłodność jako choroba.

Ewidentną nieprawdą jest również to, że – jak powiedział rzecznik diecezji warszawsko-praskiej – w Polsce nie ma granicznego terminu, do kiedy można przerwać ciążę. Według niego, można to zrobić nawet w dziewiątym miesiącu ciąży, a decyzja w tej sprawie należy do lekarza. Teoretycznie, bo w praktyce w Polsce każdą aborcją po 22. tygodniu ciąży zainteresuje się prokurator.

Ten graniczny moment to 24. tydzień ciąży. W tej sprawie zapadł wyrok Sądu Najwyższego z 13 października 2005 r. (sygn. IV CK 161/05).
– No więc właśnie.

Androloga nie uświadczysz

Wróćmy do niepłodności. Odnoszę wrażenie, że w naszym społeczeństwie obarcza się za to winą kobiety, zapominając, że do zapłodnienia potrzebny jest też mężczyzna, który bardzo często ma problemy np. z produkcją czy odpowiednią jakością plemników. Z rozmów z lekarzami wiem, że mężczyznom bardzo trudno do tego się przyznać. Dlaczego?

– Niełatwe pytanie. To wynika chyba z męskiej psychiki. Mężczyźnie trudniej się przyznać, że zawiódł jako przyszły ojciec. Natomiast szukanie winy to bardzo złe podejście, ponieważ biologia człowieka jest bardzo skomplikowana. Problem z płodnością może być skutkiem czasowego zaburzenia hormonalnego, np. miesiączki u kobiet, które po kilku tygodniach lub miesiącach może się unormować, jakiejś infekcji…

…albo blokady psychicznej.

– Oczywiście. Pod wpływem bardzo silnego stresu u kobiety może dojść do całkowitego zablokowania miesiączki, a u mężczyzny nawet (wyjątkowo) do zaburzenia produkcji plemników. Oczywiście w przypadku mężczyzn w grę również wchodzą infekcje i zaburzenia hormonalne. Sporym problemem jest stosowanie jako dopingu sterydów anabolicznych, stymulujących przyrost masy mięśni.

W książce „Ograniczona płodność męska. Fizjologia, zagrożenia, leczenie niepłodności”, której jest pan współautorem, mowa o zmianie paradygmatu medycznego. Może pan wyjaśnić, o co chodzi?

– Do tej pory mieliśmy do czynienia z jasną, zero-jedynkową sytuacją: albo mężczyzna mógł zostać ojcem, albo nie. Jeśli nie mógł, proponowano jego partnerce, żeby zgłosiła się do banku spermy. Teraz ojcem własnego dziecka może zostać również – dzięki pomocy medycznej – mężczyzna mający problemy z płodnością. Szkoda, że o tym prawie w ogóle się nie mówi, przecież to bardzo istotna zmiana, dająca szansę wielu mężczyznom, którzy do tej pory nie mogli się dochować własnego potomka. W historii z tego powodu upadały dynastie, ginęły królestwa…

Tylko skąd mężczyzna może wiedzieć, że ma nieprawidłowy poziom testosteronu albo że z jego plemnikami jest coś nie tak? Kobiety zgłaszają się, a przynajmniej powinny to robić, na regularne wizyty kontrolne do ginekologa. A mężczyźni? Może powinni wziąć przykład z partnerek i chodzić regularnie do… No właśnie, do kogo? Do androloga?

 

– A gdzie mają go znaleźć? Biorę udział w corocznych krajowych zjazdach andrologicznych i przyjeżdża na nie niewiele ponad setka specjalistów. Tych z europejskim dyplomem specjalisty androloga jest zaledwie kilku, bo w Polsce nie ma takiej specjalności.

Lekarze nie garną się do robienia tej specjalizacji?

– Profesja lekarza androloga jest w naszym 38-milionowym kraju niezauważana, choć bardzo potrzebna. Czy zna pani chociaż jedną kobietę, która nigdy nie była u ginekologa?

Nie znam.

 

– A czy wśród pani znajomych jest chociaż jeden mężczyzna, który był u androloga?

Tak, znam takiego, ale on jest lekarzem. Pewnie gdyby nim nie był, nawet nie wiedziałby o istnieniu takiej specjalności. A przecież mężczyźni, jak pan powiedział, mają coraz większe problemy z płodnością.

– Właśnie! Nie tyle z potencją, ile z płodnością. Panowie nie chcą się do tego przyznać, o wiele bardziej niż kobiety krępują się badań – w ich przypadku nasienia – zdarza się, że odmawiają zgody na ich przeprowadzenie. W niektórych kręgach badanie nasienia jest źle widziane, uważane za nieetyczne. I jeszcze jedna bardzo ważna kwestia – panowie nie grzeszą wiedzą na temat swojego zdrowia rozrodczego. Amerykanie zrobili badania, pytając mężczyzn, czy wiedzą, gdzie jest prostata. 80% zapytanych nie wiedziało.

Mimo że w mediach, także polskich, od wielu lat zachęca się mężczyzn do zgłaszania się na badania profilaktyczne, żeby zapobiec nowotworowi tego narządu?

– Również mimo że jest on najczęstszym nowotworem dotykającym mężczyzn, który po zoperowaniu często pozbawia ich zadowolenia z życia intymnego.

Chemia odbiera męskość

Czy to prawda, że od jakiegoś czasu spada poziom męskiego hormonu testosteronu, który odgrywa bardzo ważną rolę w produkcji plemników?

– Tak i są na to dowody medyczne, na które powołujemy się w książce z Hanną M. Kalotą. Proszę sobie wyobrazić, że dzisiejszy 40-latek może mieć zaledwie jedną trzecią testosteronu, który miał mężczyzna w jego wieku 20 lat temu. O tym się nie mówi, ale u wielu młodych mężczyzn poziom testosteronu jest zatrważająco niski, co bardzo często świadczy także o ich kondycji zdrowotnej. Bo hipoteza, według której testosteron może być szkodliwy dla zdrowia, jest całkowicie błędna. Androgeny są nam, mężczyznom, tak samo potrzebne jak kobietom estrogeny. Niski poziom androgenów jest pośrednim wskaźnikiem złej kondycji zdrowotnej.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto wspomnieć. Mężczyźni z niskim poziomem testosteronu niekoniecznie będą zainteresowani założeniem rodziny, a nawet byciem z kobietą, bo bez testosteronu nie ma pożądania. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że sterują nami hormony.

Dlaczego więc ich poziom tak bardzo spada? Czy ma to jakiś związek z rozwojem cywilizacji, niezdrowym stylem życia, jedzeniem wysokoprzetworzonej żywności?

– Odpowiedź na to pytanie można bardzo skomplikować, ale postaram się ją jak najbardziej uprościć. Otóż hormony płciowe są produkowane w gonadach, a o wielkości i jakości gonad, a więc także o produkcji testosteronu, decyduje rozwój embrionalny dziecka. W 1976 r. w miasteczku Seveso pod Mediolanem doszło do pierwszej poważniejszej katastrofy chemicznej w Europie. Przez komin fabryki wydostało się do atmosfery ok. 30 kg dioksyn, bardzo toksycznych i rakotwórczych związków chemicznych. Wydawać by się mogło, że to niewiele. Ale wystarczyło, by skazić sześciokilometrowy teren, na którym najpierw zaczęło ginąć drobne ptactwo i wiewiórki, żółkły liście, potem okazało się, że dzieci bawiące się w parku mają poparzoną skórę.

Oczywiście właściciele fabryki zataili przed mieszkańcami przyczynę katastrofy. Ludność ewakuowano dopiero dwa-trzy tygodnie później. Wiele kobiet było wówczas w ciąży. Urodziły dzieci, ale ich synowie, kiedy już dorośli, mieli – jak wykazały badania retrospektywne – o 60% mniej plemników i obniżony poziom testosteronu. To najlepszy dowód na to, jak endokrynomimetyk, o którym wspomniałem na początku naszej rozmowy, może zaburzyć rozwój embrionalny układu rozrodczego.

W Ameryce nadal jeszcze można stosować sześć hormonów sterydowych do opasu bydła (w Unii Europejskiej obowiązuje zakaz stosowania tych środków). Wołowina, którą jedzą Amerykanie, zawiera śladowe ilości hormonów sterydowych. Okazuje się, że kobiety zajadające się w czasie ciąży słynnymi amerykańskimi befsztykami, rodzą synów, którzy po osiągnięciu pełnoletności mają o 40% mniej plemników w porównaniu z rówieśnikami urodzonymi przez matki niejedzące wołowiny naszpikowanej sterydami.

Ciekawe, jakie byłyby wyniki, gdyby takie badania zrobiono w naszym kraju.

– W Polsce mamy inny problem – nawet jedna trzecia przyszłych matek nie jest w stanie obejść się bez papierosa. A z powodu zatrucia łożyska przez toksyny z papierosów znajdujące się w nim dziecko płci męskiej będzie miało w wieku dorosłym 20-40% mniej plemników.

Kiedy to wszystko zsumujemy, okaże się, że w 2050 r. grozi nam wyginięcie samców, o którym mówiło się w filmie „Seksmisja”, ponieważ co roku liczba plemników spada o 1,5%. Ta groźba jest całkowicie realna, a nawet jeśli nie, będzie to coraz większy problem. Z pewnością będzie też się zwiększać liczba par dotkniętych niepłodnością.

Nie tylko in vitro

Bez in vitro możemy sobie nie poradzić z problemem tzw. ujemnego przyrostu naturalnego.

– Tak, przy czym chciałbym wyraźnie podkreślić, że in vitro nie jest panaceum. Na dzisiaj wypełnia tylko lukę w naszej niewiedzy o skomplikowanych procesach zapłodnienia. Kto wie, może za kilka lat medycyna przyniesie nam nowe odkrycia, które pozwolą na skuteczniejszą walkę z niepłodnością. Nie zapominajmy o tym, że in vitro jest dużą traumą dla kobiety, że powoduje wiele dylematów etycznych i wiąże się z interwencją hormonalną.

Dlatego powinno być traktowane jako ostateczność, kiedy zawiodą wszystkie inne metody leczenia niepłodności.

– Oby tak było, chociaż dochodzą do mnie niepokojące sygnały, że zapłodnienie pozaustrojowe jest czasem traktowane jako rozwiązanie każdego problemu z płodnością. Niepłodność można leczyć, zarówno leżącą po stronie kobiety, jak i tę po stronie mężczyzny. Potrzeba do tego ginekologa i androloga. Poza tym przy problemach z płodnością przebadane muszą zostać obie strony i obie muszą uzyskać pomoc medyczną. Niestety, wiele pań ma problemy z przekonaniem swojego partnera, aby poszedł na badania. Nie potrafię im podpowiedzieć, jakich argumentów powinny wobec niego użyć.

Mariola Marklowska-Dzierżak

Prof. KRZYSZTOF L. KRZYSTYNIAK – ukończył biochemię na Uniwersytecie Warszawskim, specjalizował się w immunologii. Przez wiele lat pracował na Uniwersytecie Quebec w Montrealu. Jest autorem ponad 100 prac naukowych i kilkunastu książek (m.in. „Toksykologia żywności”, „Odtruwanie człowieka”, „Chemia szarych komórek”, „Naturalne substancje przeciwnowotworowe”, „Anty-oksydanty w medycynie i zdrowiu człowieka”), przy czym książki popularyzujące wiedzę sygnowane są Stefan Ball. Kilka tygodni temu nakładem Wydawnictwa Medyk (Warszawa) ukazała się książka napisana wspólnie z Hanną M. Kalotą „Ograniczona płodność męska. Fizjologia, zagrożenia, leczenie niepłodności”.

Cóż może poradzić panom, na tę chwilę "Bibrus" w kwestii przyszłej jakości ich nasienia?

Dobrze się odżywiać, nosić luźne "gatki", unikać stresu, uprawiać jakikolwiek sport ruchowy i nie oglądać telewizji.

Picie alkoholu jest dopuszczalne w małych ilościach, palenie wykluczone.

Pozdrawiam.

 

Materiały ze stron:

http://www.proinvitro.pl/co-to-jest-in-vitro

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/czy-grozi-nam-seksmisja-rozmo...

KOMENTARZE

  • Lobby Monsanto na NEon24.pl?
    Czytam i oczom nie wierzę:

    "W tym miejscu pozwolę sobie na pewną dygresję. Mało kto już dzisiaj pamięta, że ideą, która przyświecała GMO (genetycznej modyfikacji organizmów – przyp. red.), było zastąpienie metodami biologicznymi chemicznych pestycydów, używanych do ochrony roślin uprawnych, lasów, zbiorników wodnych, ale również zwierząt, ludzi i produktów żywnościowych przed szkodnikami – chwastami, grzybami, owadami, gryzoniami. Rośliny transgeniczne miały się rozwijać bez pomocy chemii.

    Szkoda, że ta idea została zarzucona, do czego przyczyniło się powstanie lobby anty-GMO."

    To woła o pomstę do Nieba!

    GMO organizmy zawierają pestycydy w każdej swojej komórce, a więc nie da ich się ani zmyć ani spłukać przed spożyciem. Rośliny te dzięki temu zabijają nie tylko pasożyty, ale także owady pożyteczne, jak również wszelkie organizmy je spożywające, aczkolwiek te ostatnie w nieco wolniejszym tempie. Spożywanie roślin zawierających GMO powoduje raka i narośla u szczurów laboratoryjnych i powoduje bezpłodność w trzecim pokoleniu (- podobnie jak szczepionki z domieszką chemikaliów zawierających środki konserwujące, między innymi, rtęć), powoduje choroby nerek, wątroby i serca, alergie, choroby układu odpornościowego - a to tylko kilka schorzeń z długiej listy.
    Jak myślisz, Autorze, jeśli GMO rośliny zawierają toksyny niszczące system trawienny pasożytów roślin, jak te toksyny działają na ludzki układ trawienny?
    Monsanto nie serwuje GMO jedzenia w swoich stołówkach. Ciekawe, dlaczego nie?

    Jak można wypisywać/powielać takie horrendalne brednie na temat GMO, które są śmiercionośną, podstępną i najbardziej podłą bronią wymierzonę w ludzkość, szczególnie w artykule dotyczącym plagi bezpłodności!?

    https://www.youtube.com/watch?v=LSDEkoPwMfk
  • @Lotna 19:59:19
    https://www.youtube.com/watch?v=T0nDwVf1Yg0
    https://www.youtube.com/watch?v=EDeQ5IeCcBQ
    https://www.youtube.com/watch?v=ULPn0de1dhA
    https://www.youtube.com/watch?v=a6OxbpLwEjQ
    http://memnon.neon24.pl/post/112468,monsanto-i-ukraina
  • @Lotna 21:55:17
    Pamiętam że kiedyś widziałem genetyka (sic!) który w wywiadzie z rozbrajającą szczerością odpowiedział na pytanie o możliwy negatywny wpływ genetycznie modyfikowanych organizmów (GMO) na faunę i florę oraz człowieka, że tak naprawdę to okaże sie to po dłuższym czasie, może za jedno , czy dwa pokolenia...
  • @Lotna 21:55:17
    "Lotna" jestem całkowicie przeciw "GMO".
    To nieszczęsne zdanie profesora należy pominąć ważny jest temat bezpłodności. Cytując jego wypowiedź nie mogłem pominąć tego zdania, byłoby to zakłamanie wypowiedzi.
    Pozdr.
  • Plany eugeniczne fundacji rockefelera ujawnione
    Taki byl tytul artykulu na prison planet.pl badania tej fundacji tyczyly glownie biochemi rozmnarzania czlowieka.Juz od lat 30 finansowano badania ich wiedza w zakresie biochemi czlowieka jest ogromna to czego ucza na polskich uniwerystytetach to raczkowanie. Moga tym samym dozujac substancje do zywnosci i wody sterowac plodnoscia grup ludzkich. dlatego tak waznym jest narodowa kontrola zywnosci. Przejecie systemow produkcji i dystrybucji zywnosci przez podmioty bedace poza kontrola spoleczenstwa stanie sie tragedia kazdego narodu. z drugiej strony niekonczacy sie wzrost populacyjny przy obecnych potrzebach materialnych to tez predzej czy puzniej katastrofa.w sytuacji gdy ludzkosc niema systemu zachowan uwzgledniajaca ograniczonosc ekosystemow.. Poznalem kiedys w podruzy czlowieka ktorgo znajomy pracuje w jakims osrodku na zachodzie po mocnym piciu wyznal ze w ciagu roku sa w stanie w skali panstwa doprowdzic do1000 procentowego wzrostu na niektore jednostki chorobowe i tam gdzie pracuje pracuja nad takimi substancjami ktore potem dodaje sie do zywnosci[ podobno] Przy okazji jesli ktos cos wie o mozliwym dzialaniu jakie wykazuje ZELAZOCYJANEK POTASU dodawany do soli e 536 spozywczej od 2008 r na mocy rozporzadzenia UE jakie moze byc ewenualne dzilanie malych dawek cyjanku potasu w dlugich okresach ekspozycji .Doprawdy trudno zrozumiec motywy wprowadzenia tej subsancji do soli spozywczej bede wdziecny za wpisy

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

ULUBIENI AUTORZY